Case study · Automatyzacja
Treść, której nikt nie zobaczy na Facebooku, w praktyce nie istnieje
Portal informacyjny nie żyje z samego publikowania — żyje z dystrybucji. Zbudowałem automatyzację, która po opublikowaniu artykułu sama tworzy post na profilu portalu.
Problem
Redakcja po każdej publikacji musiała ręcznie wejść na Facebooka, skopiować tytuł, dobrać zdjęcie, napisać zajawkę i wkleić link. Przy kilku wpisach dziennie to realny, powtarzalny czas.
Gorzej: przy pośpiechu albo w weekend post po prostu wypadał. Treść, w którą włożono pracę, nie docierała do odbiorcy — a lokalna społeczność siedzi właśnie na Facebooku.
Co zrobiłem
- Automatyzacja na Make, uruchamiana przez webhook z WordPressa w momencie publikacji wpisu.
- Post budowany z treści artykułu — tytuł, zajawka i link do pełnego tekstu na portalu.
- Zdjęcie dobierane automatycznie — obrazek wyróżniający wpisu trafia do posta bez udziału człowieka.
- Publikacja na profilu portalu natychmiast po ukazaniu się artykułu, niezależnie od pory dnia.
Dystrybucja przestała zależeć od tego, kto akurat publikuje i czy jest weekend.
Efekt
Każdy opublikowany artykuł trafia na Facebooka — zero pominiętych postów, niezależnie od pory dnia i obłożenia redakcji.
Redakcja odzyskuje czas, który wcześniej szedł na ręczne kopiowanie treści.
Ponad 200 postów przeszło przez automatyzację od uruchomienia.
Dystrybucja jest powtarzalna i niezależna od tego, kto akurat publikuje.